Norge

To był strzał w dziesiątkę – bilet w prezencie to udana inwestycja i podarunek dla przyjaciela. I chociaż Norwegia późnym październikiem może wydawać się mało rozsądnym pomysłem i dużą niepewnością w kwestii sprzyjającej aury to i tym razem szczęście się do nas uśmiechnęło.
Marzyło mi się, by wejść na Preikestolen w skandynawskiej aurze – z widocznością taką, abym mogła dokładnie przyjrzeć się przepaści, nad którą stoję, lecz jednocześnie liczyłam na unikalny, nieco mroczny i tajemniczy klimat, jaki często towarzyszy krajom zimnej północy. No i stało się! W towarzystwie lekkiego deszczu, z naprawdę małą frekwencją innych turystów na szlaku, dotarłyśmy bezpiecznie na słynną półkę skalną. A tam uwolniły się wszystkie emocje – oczy nie mogły przestać podziwiać niesamowitej natury, nogi nie chciały się zatrzymać, lecz ciągnęły dalej, wyżej, by spojrzeć na wszystko z innej perspektywy, mniej dostępnej, bardziej intymnej, takiej tylko „mojej”, usta bezwiednie układały się w szeroki uśmiech. Nie przeszkadzał coraz mocniej padający deszcz, nie odstraszał towarzyszący ekspozycji wiatr. Cel osiągnięty, marzenie spełnione, przygoda zaliczona. Dla takich momentów warto wychodzić poza strefę komfortu i pokonywać własne bariery, chociażby oznaczało to kilkanaście godzin w pociągu, 3 h snu czy absurdalną godzinę wylotu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *