
I to zdecydowanie za szybko. Łapię dzień po dniu te skrawki, które mają większy sens. Bo to, że 8h dziennie spędzam bez całkowitego sensu to już odkryłam i zaakceptowałam dawno. Ale jednak ubolewam, jak prędko mijają te najprostsze, ale najcenniejsze chwile.
Moment, gdy pijemy razem kawę do śniadania, a co zdarza się tak bardzo rzadko…
Moment, gdy obserwuję go, gdy prowadzi samochód…
Moment, gdy dzienne światło tak magicznie zmienia te tęczówki…
Moment, gdy spacerujemy po lesie i on zerka z uśmiechem i wiem, że kocha to co widzi…