wroc < / 3

Kiedyś Ktoś powiedział, że to nie miasto jest winne temu, jak się w nim czuję.

Owszem, to tylko ja jestem za to odpowiedzialna. Ja i moja percepcja miejsc, w których tworzę sobie wspomnienia, skojarzenia, symbole – nawet jeśli one nigdy nie zaistniały w rzeczywistości… Zaistniały za to w mojej głowie, w moich marzeniach czy pragnieniach, tak silnie że nie potrafię już tego „czaru” z nich zdjąć samodzielnie…
Dlaczego pokochałam Warszawę? Bo tam stanęłam na nogi. Nie wpadłam w wyścig szczurów, nie zostałam influencerką, nie mam sztucznych ust, paznokci czy wypełnionych zmarszczek. Zyskałam wiele odwagi. Zyskałam wiele względem wartości mnie, jako osoby. To wszystko stało się 'tam’, więc i wspomnienia udało mi się zatrzymać dobre.
A tymczasem tutaj ciągle się o coś potykam, ciągle błądzę, ciągle się zatracam w wyimaginowanych obrazach, prowadzących mnie na skraj. Chyba nie do końca pasujemy do siebie, albo czas znaleźć taką siłę, która pokoloruje mi to miasto skutecznie na odpowiednie barwy. Pytanie, czy to w ogóle możliwe?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *