Bardziej

Podstawową rzeczą jaką zrozumiałam i jaką wreszcie zaakceptowałam jest fakt, że niektórych murów nie przeskoczę, niektórych ścian nie przebiję, a pewnych granic nie przekroczę. Zawsze myślałam, że dając co najlepsze od siebie, możesz wszystko osiągnąć. Co jednak w sytuacji, gdy jesteś tak bardzo prawdziwy i jednocześnie wciąż daleko od celu. Czy da się być lepszym? Gdzie w tym wszystkim jest to prawdziwe „ja”, a gdzie już ten człowiek, który na potrzebę sytuacji musi więcej, bardziej, lepiej? Czy to wciąż ta sama osoba? Czy nie powinien nadejść ten moment kulminacyjny, kiedy albo jesteśmy „zaakceptowani” albo powinniśmy odpuścić, by finalnie pozostać sobą? To trudne, może nawet i przykre. Ale wiem, że czasem dać wszystko nadal może oznaczać podarowanie niczego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *