Rok temu Bieszczady, w tym roku Barcelona – trochę na wariackich papierach, trochę szalona i na ostatnią chwilę, ale mnie najbardziej cieszy efekt. Udało się. Długie spacery po mieście zaliczone, tapasy zjedzone, 100-letnie dzieło Gaudiego obejrzane. A wszystko to dlatego, że zawsze próbuję, nawet gdy cały wszechświat nie ułatwia – trudno przecież byłoby spełniać marzenia czy osiągać cele, odkładając je ciągle na inny czas. Tylko tu i teraz, śmiało, bez zawahania – tak, abym za miesiąc, rok, czy 10 lat nie pomyślała, że mogłam inaczej, a co gorsze, że mogłam lepiej.



