Choć podróże to często duży wysiłek i przeważnie wracam z nich bardziej zmęczona niż tak jak w teorii to powinno wyglądać, doceniam każdą złapaną chwilę, którą „fotografuję” swoimi oczami. Bo żaden najlepszy aparat nie równa się z tym, co widzą właśnie one. Dopełnione innymi zmysłami – zapachami, dźwiękiem, bodźcami dotykowymi, stanowią esencję doświadczania podróży. Podróż to dla mnie najlepsza metoda by być tylko i wyłącznie w pełni w danym momencie – wszystko co za mną i wszystko co przede mną nie jest w stanie mnie doścignąć.
Mam wyjątkową słabość do chłodnej północy. Jest w niej coś surowego, coś tak głęboko pierwotnego, że nawet trudne warunki pogodowe – deszcz, śnieg czy wiatr – nie są w stanie mnie zniechęcić do niej, a wręcz przeciwnie. Jestem wtedy jeszcze bliżej, doświadczam jeszcze dogłębniej. Czuję się totalnie wolna, bo współgram z magią natury i jej potężnych sił.




