Niedzielny, letni wieczór i nostalgia.
To, co od zawsze mnie zdumiewało, to mój dystans do rosnących cyferek na koncie. Nigdy nie czułam z tego namacalnego szczęścia. W tym momencie, kiedy pewne etapy są domykane, również żadna magia się nie pojawia… Za to węzeł emocji znów pękł i rozsypuję się na milion drobnych kawałeczków.
„…i mogę czuć dumę, bo żyłem jak umiem.”
A że za bardzo nie umiem to wciąż muszę te kawałki zbierać, sklejać, znów pękać, znów się rozsypywać, znowu sklejać itd. itd.
