Tamten moment na Sokoliku był dziwny. W ciepłe, letnie, wakacyjne popołudnie nie oczekiwałam, że będę mieć ten balkonik na szczycie wyłącznie dla siebie. A jednak się udało. Co więcej tę fotkę zrobił sobowtór pewnego człowieka, który był w moim życiu bardzo ważny. Sobowtór był tak bardzo podobny, że gdyby nie inna barwa głosu to mogłabym śmiało powitać towarzysza wesołym „HEEEEJ!”.
Czasem dzieją się takie rzeczy, które zdają się mieć jakieś symboliczne znaczenie. Ta chwila w górach. Ja na szczycie – przez chwilę wyłącznie sama ze sobą, by po chwili ujrzeć kogoś tak bardzo podobnego do przyjaciela sprzed lat. Trudno uniknąć myśli, że świat wysyła ukryte sygnały. Na szczęście po chwili uświadamiam sobie, że drugą możliwością jest czysty przypadek, ale to umysł chce zinterpretować sytuację według własnego upodobania.
