Baby, break me

Piszę o najbardziej fascynującym miejscu, które porwało moje serce i oglądam zdjęcia z tamtego czasu. Ostatnie chwile, gdy byłam tak naprawdę szczęśliwa. Ten taras na górze, Top of the Rock. Ten zimny wiatr nie odpuszczał, ale wszystkiemu towarzyszyła słoneczna aura i uśmiech, który nie chciał mi zejść z twarzy. Oczy pełne zachwytu, szeroko otwarte chwytały wszystko co tylko się dało – byle zapamiętać ten moment na zawsze. Ostatni moment, gdy czułam to cholerne szczęście…
Ale zaledwie po kilku dniach szczęście się skończyło, świat się załamał, a te oczy z błyszczących nagle zamieniły się w nieobecne. Tak rozpoczęła się ta karuzela nieszczęść i okres czasu, który złamał mnie doszczętnie. Bańka pękła i okazało się, że żyję w jakimś świecie, który tak właściwie nie jest mój. Bo w moim świecie powinno być miejsce też na to, czego potrzebuję i o czym marzę ja sama. Ale teraz chyba wreszcie jest tego czas. Czas powstania z kolan i utorowania sobie własnej, odważnej ścieżki przez to momentami cholernie trudne życie.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *