Dobry wieczór. Pewnie już to zdjęcie się tu pojawiło, ale ostatnio wiele rzeczy ma swoje drugie życie.
Jest we mnie coś bardzo nostalgicznego. Pewnie trochę przez postępującą jesień i mój wzrastający poziom zmęczenia. Pewnie też przez muzykę, która choć piękna, to porusza moje najczulsze fragmenty – nawet pomimo tego, że starałam się je zakopać tak głęboko, jak potrafiłam, byleby tylko nie bolało. Pewnie również dlatego, że jestem na jakimś rozstaju i czuję, że zbliżam się do podjęcia decyzji, które zaważą o całym moim dalszym życiu. A może ta melancholia wkrada się, gdy kalendarz bombarduje mnie wspomnieniami o ważnych datach, które straciły na znaczeniu.
Ale jedno w tym wszystkim jest dla mnie ultra ważne – wdzięczność. Wdzięczność za to, że życie, którym żyje, jest pełne tego, co najbardziej kocham. Pełne przygód, podróży, wyzwań, rozwoju, samorealizacji, pasji, doznawania nowych rzeczy, poznawania innych kultur, przełamywania własnych barier, ale przede wszystkim cieszy mnie to, że utraciłam pewne lęki, które blokowały wcześniej wiele moich działań. Dziś te lęki zostały ograniczone do minimum i zrozumiałam, że jedną z kluczowych dla mnie rzeczy jest zaufanie do samego siebie oraz wyrozumiałość, która pozwala zaakceptować dlaczego w danym momencie podjęłam daną decyzję. Nawet tę najtrudniejszą.
Nie czułam vibe’u Sanah. Ale ta płyta to połączenie pięknych głosów, pięknych dźwięków instrumentów i pięknych słów. Wzrusz.
