Czy w najbardziej magiczny wieczór w roku – gdy miłość kwitnie pośród ludzi, gdy ustają spory, gdy uświadamiamy sobie o szczęściu, jakie daje nam drugi człowiek, gdy wspólnie biesiadujemy nad stołami uginającymi się od ton pysznego jedzenia – ja w samotności paliłam omańskie kadzidło przywołując zmysłami ostatnie, beztroskie dni, które uświadomiły mi o tym, jak bardzo pragnę innego miejsca? Być może tak było. Czy właśnie słyszę kłótnie sąsiadów, którzy nawet w te wyjątkowe dni nie są w stanie być dla siebie życzliwi? Być może. Czy straciłam wiarę w „magię świąt”, bo z coraz większym przekonaniem czuję, że to co pokazywane jest na zewnątrz, nijak ma się do rzeczywistości i robione jest na pokaz? Nie zaprzeczę.
Wiem, że kiedyś wróci mi ochota, by być częścią tego grudniowego czasu. Ale na razie muszę sama ze sobą poukładać w głowie wyobrażenie na temat tych dni…
