To fajne. Te małe (a może niemałe) sukcesy. Ten rozwój, wzrastanie w odwadze, wspomnienia i wracanie do szczegółów jednej z topowych moich podróży, na myśl o której wzdycham i tak bardzo tęsknię za światem – tym naprawdę dalekim. Jednocześnie to tak duży koszt. Taki emocjonalny rollercoaster. Ogromny bagaż do mojej głowy, jakiegoś rodzaju ciężar, na który w tym momencie nie mam wcale miejsca. Tak wiele się wtedy wydarzyło. Mnóstwo zyskałam, a jednocześnie tak wiele straciłam. Chyba jedynym sposobem, by przetrwać najbliższe 2 miesiące, jest odsunąć nieznośny kołowrotek myśli, a także podjąć kolejną odważną życiową decyzję… Chwilowo to jest moje paliwo napędowe. Odwaga.
’Wolność ma jednak swoją cenę. Późną nocą, w błękitnym blasku smartfonów, zastanawiamy się nad tym, kim jesteśmy i co powinniśmy zrobić z własnym życiem. Za swobodę i prawo do wyboru płacimy strachem – boimy się, że nie uda nam się osiągnąć szczęścia, którego bardzo pragniemy. Jeśli damy plamę, sami będziemy sobie winni, bo to my podejmowaliśmy decyzję. Porażka będzie naszym dziełem.’