tough love

Ostatnie dwa miesiące to jazda bez trzymanki. Z małymi przerwami, w trakcie których robię duży reset, by potem znów wrócić do ogromu pracy. Mam nadzieję, że jeszcze tylko jakieś 2/3 tygodnie, a potem zasłużona przerwa.

Ten weekend był mixem dużej dawki przeróżnych emocji. Bo z jednej strony nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam na domówce i tak dużo się śmiałam. Z drugiej – wróciły emocje, nad którymi przez dłuższy czas udawało mi się całkiem dobrze panować i je gasić. Smutek, żal i myśli, co właściwie robię ze swoim życiem, czy ono w tym kształcie ma jakikolwiek sens. Kilka łez spłynęło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *