
Zanzibar nie trafił w moim sercu na podium, ani pewnie do 1szej dziesiątki top podróży, ale to miłe wspomnienie, że udało mi się zorganizować to wszystko samemu, wytrzymać to wszystko samemu, a na dodatek spędzić newralgiczny czas w roku w takich okolicznościach – plaża, słońce, kąpiele, turkus oceanu. Wspominać będę miło i dumnie – nawet nowe kontynenty mi nie straszne.



