Ostatnie 2 tygodnie to jakaś abstrakcja. Tyle rzeczy się wydarzyło, że dziś siedząc na sofie w mieszkaniu we Wrocławiu i pijąc ulubioną kawę, czuję pewną radość z tego małego, zwykłego momentu. Czas dla siebie, czas na zwyczajne obowiązki jak przygotowanie posiłku czy pranie. Zatęskniłam za tym życiem. Za moją przestrzenią, za dzieleniem czasu z ludźmi, na których mi zależy, a nie z którymi muszę go spędzać. Za rowerem i przejażdżką po znanej trasie, wsłuchiwaniem się w oznaki wiosny – śpiew ptaków, szum wiatru.



