Wzruszył mnie ten wieczór. Pewnie dlatego, że ostatnimi czasy czekam od weekendu do weekendu, aby złapać nieco balansu po ciężkich tygodniach pracy. Pewnie też dlatego, że fajna rzecz się wydarzyła z tą zorzą – z kategorii tych „małych” a one ostatnio mnie wyjątkowo dopalają i dają sporo szczęścia. Po całym tym czasie, który mnie wyeksploatował praktycznie do zera, zobaczyć na miejskim niebie, tuż za budynkiem w którym mieszkam, choć urywek spektaklu, który kojarzy mi się z daleką, magiczną północą – bezcenne i doładowujące.