
Nie lubię, gdy dni uciekają jak piasek przez palce, ale w takich momentach, gdy moje emocje sięgają zenitu, a ja z trudem jestem w stanie je w sobie regulować, czekam z utęsknieniem na noc i poranek… Bo już nauczyłam się, że po tych wszystkich wybuchach, po pewnym czasie cała adrenalina opada i inaczej patrzę na całokształt – bez żadnej mgły przed oczami ani na umyśle. Ale w tej danej chwili, która potrafi trwać wieczność, chciałoby się gdzieś uciec, gdzieś schować, albo przyspieszyć czas i odzyskać równowagę…