Totalnie zapomniałam o tym miejscu – ale ten ostatni miesiąc to wariacki jest na maxa, prawdopodobnie najszybszy czas w życiu, z jakim miałam do czynienia do tej pory. Bo zdążyłam mieć stłuczkę, być na urlopie, spakować 6-lat życia i wyprowadzić się, pojechać w delegację i na kolejny mikro-urlop, znaleźć nowe lokum w stolicy i zamieszkać na 3 tygodnie z labradorem pod jednym dachem.
Chwilowo poszukam wytchnienia, choć zmiana aury raczej utrudni egzystowanie.