Świat jest zdrowo pojebany. I kiedy tak myślę o tej powodzi, o tych wszystkich prostych ludziach, którzy utracili dorobek życia, którzy nie mają gdzie się podziać, którzy mają szczere powody by czuć rozpacz, a potem uświadamiam sobie, ilu innych robiących tak nieistotne dla świata rzeczy, jak nagrywanie idiotycznych filmów do social mediów czy choćby praca w korpo, siedzi wygodnie nie będąc pewnie nawet zainteresowanych tragediami, które dzieją się w innych zakątkach kraju – mnie samą ogarnia rozpacz. Gdzie jest sprawiedliwość na tej planecie?
Woda opadła, a wraz z tym uwydatnił się poziom realnych strat, jakie przyniosła powódź. Mnie co krok do oczu napływają łzy – choć realnie niczego nie straciłam, to widok tego wszystkiego łamie mi serce. Już wiem, jak wygląda wojna – wojna z najgorszym żywiołem, jakim jest woda. Już wiem, jak bardzo maluczkie są problemy, które uwypuklam do rozmiarów giganta. To nic, w porównaniu do tego, co wydarzyło się tu tydzień temu.
Będę długo pamiętać z hukiem otwierane drzwi i pełne niepokoju słowa mojej siostry „Toniemy”…




