Nie wiem, czy nazwę to szczęściem w miłości. W końcu jestem sama, bez konkretnych planów na przyszłość, bez stabilności i bezpieczeństwa, o którym zazwyczaj marzą kobiety i o których sama latami śniłam. W końcu wynajmuję mieszkanie i opłacam własne rachunki samodzielnie. Nie mam obok siebie ciepłego ciała, które zimowymi nocami pomagałoby mi szybciej rozgrzać się pod kołdrą. Nie mam przy sobie osoby, która by mnie wyciągała z kiepskiego nastroju, przyniosła w chorobie kubek ciepłej herbaty, czy po prostu przytuliła. Ale z pewnością mam szczęście do pięknych historii, które miały bądź mają szansę stać się miłością. Może to ten wewnętrzny magnes, przyciąga kolejne osoby zainteresowane tym, co dzieje się w mojej małej głowie.














