I kto by pomyślał, że ledwo zamknę oczy, a minie rok. Rok szalony, samodzielny, myślę że całkiem szczęśliwy też – dzięki Warszawo! Szkoda tylko, że czasem mam ochotę wtulić się w to ukochane ciałko i spokojnie odetchnąć, ale ono jest tak daleko stąd. Serce rozerwane na strzępy. Szczególnie wtedy, gdy tego wyciszenia najbardziej potrzebuję, a atak paniki przebiega tak bezobjawowo.