suburbia

W trakcie codziennego pędu zatracam ten jeden element – kreatywność. Nie ma na nią naturalnie jakiegoś miejsca, bo mam wrażenie, że ta strefa lubi spokój i czystą głowę.

Ostatnio w Norwegii były takie momenty, kiedy wydawało mi się, że poza naturą nic nie słychać. Szum wodospadu, szelest wiatru – i nic więcej. I to była tak luksusowa chwila. Niezwykle uwalniające, bo zauważyłam, że w momentach przeciążenia, mój mózg potrafi usłyszeć najcichsze dźwięki i doznać frustracji. Tęsknię do mojego „lasu”…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *