200%

W ostatnich dniach jestem pełna podziwu. Dla siebie.
Bo w dzień praca na 200%, potem jeszcze tylko 1/3 etatu, parę dodatkowych tematów, książka, a w międzyczasie przyda się coś zjeść i trochę pospać. No i ostatni zrzut masy obowiązków – kalendarz pęka w szwach, pilnuję tylko kolejnych dat i by zima nie zaskoczyła kierowcy i żeby kierowca był ubezpieczony i żeby jeszcze chore autko było jak najszybciej sprawne. Noszę opony, robię chałki i mięsne obiady, a nawet się zapisałam do biblioteki.

Czy wszystko ok? Nie wiem. Dziwi mnie, że jeszcze nie wybuchłam płaczem albo mózgiem.
Ale mam nadzieję, że znajdę odpowiedź niebawem, przy równiku, w najlepszym akompaniamencie. Bo w środku ciemnej, zimowej nocy czytam, szukam, myślę… To już zaraz. Nic nie jest gotowe. Ale nie mogę doczekać się tego momentu, gdy będę już na miejscu – wtedy to poczuję. Już za późno na myślenie, o czym się zapomniało. Wtedy już tylko witam lato.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *