Ostatnio nie było mi najlepiej. Było dość ciężko, na dodatek chyba to, co często się sprawdzało w takich sytuacjach – moje słoneczne baterie – nie dało rady w walce przeciwko tym wszystkim ciężkim klimatom z głowy.
No bo 35 i taki bagaż na ramionach – czy to się mieści w jakiejś rozsądnej normie? Momentami mam wrażenie, że to moje życie już nie tylko wiatrem po oczach, ale i piachem mnie traktuje. Ale ja nie chcę tak spędzać czasu. Na umartwianiu się. Na pesymistycznych wizjach. Nie po to uczyłam się stać na własnych nogach. Być może jestem w połowie mojego życia. Być może już nawet dalej. A może jakimś cudem „przeżyję” całą generację i potrzebuję zdrowia do tego, aby pchać dalej ten wózek na przód.
No i po czerwcu 🍒 🥲