Be light, be true

Tak jak pandemia zresetowała ustawienia świata, tak ten rok resetuje moje życie. Czuję, jakbym zaczynała od zera, ale również coś mówi mi w środku, że to nie jest koniec. A idzie to w parze z dużymi zmianami, które zadziały się też we mnie. Straciłam te dotychczasowe lęki – lęk o przyszłość czy o bycie samemu. Lęk o zmiany miejsc zamieszkania czy pracy. Lęk przed stawianiem granic, bo ludzie mnie opuszczą, albo lęk przed nowymi miejscami, bo rzekomo sobie w nich nie poradzę.
Krok po kroku jednak ostatni czas uświadamia mi, że jestem „kompletnym” człowiekiem, który nie potrzebuje niczego ani nikogo, lecz wyłącznie odwagi i pewności siebie, by żyć życiem o jakim marzył, a dzisiejsze uzmysłowienie sobie tego daje mi to brakujące od dawna przyjemne uczucie – uczucie szczęścia. I co ważne – czy boję się w tym momencie czegokolwiek? Nie, nie boję się niczego.

We rise. We fall. REPEAT.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *