Ulubiony miesiąc. Od zawsze był to dla mnie ten kulminacyjny punkt w roku – początek lata, kiedy kończyła się szkoła, kiedy zieleń i inne soczyste kolory natury wybuchały wszędzie, a w głowie pojawiał się taki niewymuszony optymizm, radość i luz. Wszystko nagle stawało się prostsze, łatwiejsze do zaakceptowania. Nadchodziły wakacje, pojawiała się beztroska, a brzuch wskazywał na nadmiar spożytych truskawek.
