
Wiem, że życie to suma tego, jak wykorzystamy nadarzające się okazje. Ale momentami mam poczucie, że im jestem starsza, tym mniej przyswajam sytuacje, w których się czuję niekomfortowo. I one – wbrew pozorom, iż wydają się błahe i mało istotne – zaczynają nade mną dominować, doskwierać, utrudniać egzystencję i sprawiać, że mam ochotę uciec jak najdalej stąd. Dlaczego potrafię znieść skrajne temperatury, wysiłki fizyczne, opuścić wiele stref komfortu, porzucić bezpieczeństwo, przejść żałoby, a czasem nie potrafię zwyczajnie „odbębnić” pewnych obszarów życia i iść dalej? Chyba zwyczajnie się „uaspołeczniam”, a mój introwertyk rośnie w siłę, coraz bardziej i bardziej podporządkowując sobie moje delikatne kawałki.