W kroczeniu ścieżką, która prowadzi do odkrycia prawdziwego 'ja’ fajne jest poznawanie wciąż nowych faktów o sobie. Czasem są one smutne, a czasem bardzo zaskakujące. Np. teraz już wiem, że to co obecnie mamy w życiu, to ograniczenie przemieszczania się, ten wygodny kącik w domu, przy ciepłym kaloryferze, na wygodnym krześle, to tak właściwie strefa ogromnego dyskomfortu. Sen w namiocie, czy ograniczony dostęp do wody, które odczuwam w trakcie podróży jak ta – po słonecznej Kalifornii – tak naprawdę stały się moją strefą komfortu i w tej chwili jedyne co czuję to niepokój, będąc w permanentnym stanie braku dostępu do tego rodzaju bodźców podróżniczych i naturalnych.
Nigdy nie chciałam być trybikiem, pionkiem w powtarzalnym schemacie, po którym poruszają się masowe ilości mieszkańców tego świata. Czułam, że stać mnie na więcej i do tego „więcej” będę dążyć – zawsze można więcej, a 'niemożliwe’ to na pewno nie słowo z mojego słownika…
