Tamta chwila, ten moment, kiedy sam na sam usiadłam pod jednymi z najpiękniejszych gór na świecie, czułam prawdziwe szczęście i wdzięczność. Patrzyłam na coś, co w mojej opinii jest spektakularne. Dla czego warto było pokonywać tak długą trasę. O czym już tyle marzyłam. Ale potem trzeba było opuścić to spokojne miejsce, wrócić do „codzienności”, zarywać poranki, udać się w kolejny etap długiej podróży, który już tak kolorowo jak te alpejskie pagórki nie wygląda. Czy to odpowiednia metafora dla życia?
Jednocześnie mam poczucie, że właśnie robię coś niezwykłego. Że jestem gotowa do drogi – uświadamiam sobie, że prawdopodobnie poradzę sobie z każdą sytuacją, że moje nogi są już silne i trzymają mnie stabilnie w ryzach. Na ten moment czekałam bardzo długo i zupełnie nieświadomie. Ten moment już nadszedł.