Moje życie – choć w wielu miejscach poranione, zabliźnione, pełne momentów, gdy padałam na kolana i długo z nich wstawałam – było przez długi czas pewną dziwaczną formą bańki mydlanej. Pomimo tych trudnych chwil wciąż wierzyłam w pewne „oczywistości” – ludzkie dobro, wrażliwość, relacje, intencje, wspólne cele nas wszystkich w kontekście naszego domu, Planety Ziemii. Zaakceptowałam też po drodze wszechobecną głupotę, niesprawiedliwość majątkową, przyzwalanie na internetowy idiotyzm i dezinformację, jakie w ostatnim czasie jeszcze bardziej się nasiliły.
Ale dzisiejszy poranek odarł mnie chyba ze wszystkich tych nadziei. Zaczynam wątpić, czy ludzkość, czy życie znaczy cokolwiek dla tych, którzy pozornie za te życia odpowiadają… Nie ma sprawiedliwości. Ponad ludzi ważniejsze są interesy i wpływy, pieniądze wyhodowały nieludzkich tyranów i zniszczyły ten świat do szpiku kości.