Kiedyś pewne zdarzenia dały mi do zrozumienia, że chyba żyję zbyt nieświadomie. Z dnia na dzień, niezbyt zastanawiając się nad sensem tego wszystkiego – co mnie otacza, co się wydarza, skąd się to wzięło, jakie jest „źródło”. Coś mnie jednak tknęło do głębszego zastanowienia. Zajrzenia za kurtynę, zamiast podniecania się wyłącznie widokiem sceny i aktorów. Tak, bo świat to scena, a ważni ludzie to aktorzy. Bo my jesteśmy jednostkami, marnymi żywotami, a odpowiednio potraktowani potrafimy funkcjonować tak, jak ktoś sobie to wyobraził.
Nie wiem, gdzie ten „system” się kończy. Może wcale się nie kończy, ale jednak liczę, że jest ten pierwiastek w życiu, który jest szczery i nie wyimaginowany w czyjejś głowie.
„Kilka zdań, haseł i frazesów wbitych w głowę w młodości wystarczy, by przejść przez życie bez najmniejszego zastanawiania się”.

