Świat biegnie dzikim pędem, a spory odsetek ludzi wraz z nim. Machinalnie, bez zastanowienia, tam gdzie wiedzie akurat kierunek, dokąd zmierza większość. Co po drodze ubywa? Te ważne rzeczy. To, o czym marzymy. To, na kim nam zależy. To, co daje poczucie spełnienia. To, skąd czerpiemy energię. To, co pozwala spać spokojnie. I to, dzięki czemu to wszystko ma sens.
Nie wiem skąd bierze się ta ludzka znieczulica. Chyba z przytłoczenia obowiązkami, ale czy one są rzeczywiście istotą całego istnienia? Może odrobinę z egocentryzmu. A może to ja niedostatecznie manifestuję, gdy czegoś mi brak. W tym momencie brak mi wszystkiego, co dopala mnie energią, a krótkie jej dostawy nie zaspokajają tego rosnącego deficytu.
Zima w tym ponurym mieście wysysa ze mnie życie. Wiosna nie nadchodzi. Czekam z utęsknieniem na dzień, gdy słońce wpadnie przez okno i otuli ciepłem moje stopy.