Z czasem człowiek po prostu to czuje. Czuje gdzie mu dobrze. Które miejsce jest tym, którego nie chciałby opuszczać.
Tak było w niedzielę. Momentalnie, gdy w telefonie pojawia się głos manewrujący, a światła miasta oddalają się od zasięgu mojego spojrzenia, zaczynam czuć tęsknotę. Tęsknotę za ludźmi – których żarty doprowadzają mnie do łez, których obecność jest dobra nawet do milczenia. Za ludźmi dawno nie widzianymi, za ludźmi dopiero pożegnanymi. Tęsknię też za samym miastem. Z wielu powodów. Najważniejsze jest jedno – Tam po prostu czuję się jak u siebie…