in real life

Udana podróż musi kończyć się depresją. Depresją po powrocie do rzeczywistości. Szczególnie, gdy jesteś na wpół niepoprawnym marzycielem, który chciałby ciągle mieć spakowaną walizkę, odprawiać się na kolejne loty i poznawać coraz to nowe, niesamowite zakątki świata. Szczególnie też, gdy wracasz z Islandii, gdzie obcujesz z prawdziwą, nieokiełznaną ludzką ręką naturą, gdzie zapominasz o nowoczesnym świecie, jego troskach i niedoskonałościach, szerokim łukiem omijasz tłumy podążając przez dziki interior, a w głowie masz tylko szum silnego wiatru, trzepoczącego złowrogo ścianą namiotu… To już przeszłość. Ale nikt nie powstrzyma mnie, by zamienić ją znów w kolejny plan podróży, bo czuję, że Islandia to miłość na stałe 💙

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *