Czas ucieka sukcesywnie rok po roku. Rok po roku tego dnia czuję, jak niedaleko u mnie w pokonaniu kolejnych 365 dni życia. Czuję, że zawieszam się w jakiejś otchłani melancholii. Czuję jakieś kłucie serca i zadumę. Czym by było życie, gdybyś nie miał dla kogo żyć? Gdybyś nie miał komu wygadać się z „dorosłego” problemu? Gdybyś nie miał przed kim się pochwalić osiągnięciami? Gdybyś po prostu nie mógł się przytulić i poczuć wartościowo?
Byłoby puste. Straciłoby kilka wartościowych barw. Przynosiłoby w roku kilka gorzkich dni. Pełne by było wspomnień jak ze snu, nie zaś chwil jak życie na jawie. Czegoś by w nim brakowało…
Dziś po całym szarym dniu, po gęstym deszczyku oraz pełnym chmur niebie, na koniec te ciepłe myśli przywołały Słońce. Pokazało się błękitne niebo, a do pokoju wpadały ciepłe promienie. Wiem, że to od Ciebie. Wiem też, że byłoby mi łatwiej bez tej znaczącej „nieobecności”.
Staram się żyć tak, żeby chociaż niektóre z moich osiągnięć były warte „spełnienia”. Że gdyby było inaczej to miałby kto być ze mnie dumny…
Wszystkiego dobrego w Niebie, Mamo.
I dużo zdrowia oraz jak najwięcej dni ze mną na Ziemii, Tato!

Wiem, że niektóre PUSTKI są nie do zastąpienia, ale możesz mieć pewność, że jest sporo osób, które są z Ciebie dumne!