Momentami ogarnia mnie takie wrażenie, jakbym przebywała na wielkiej pustyni. Słońce świeci, lecz nie pali skóry. Jest bezwietrznie i cicho. Pozornie wszystko się zgadza. Pozornie panuje spokój, ale coś wewnętrznie „męczy”, coś uwiera. Nie widać drogi ani kierunku, w którym trzeba się udać, a stopy zapadają się w piasku coraz głębiej. Ten pozorny spokój buduje jakąś wewnętrzną pustkę. Pustka tęsknotę. A tęsknota przejmuje panowanie nad głową i myślami. Potrzebuję iskry, bo iskra potrafi odmienić całkowicie oblicze mojego nastawienia, wydobywa mnie z próżni i znów dodaje skrzydeł.
Chyba czas na przerwę…
