dwie królewny

Siła woli i ambicja, którą podpala Mąż. Te dwie rzeczy niemal wtargały mnie na ten szczyt. To był egzamin – dla zastanego, jeszcze nieco uśpionego tą niespodziewaną przerwą organizmu. Egzamin okazał się ultra trudny, rzadko kiedy czułam aż takie opory ze strony własnego ciała – bo w głowie to zazwyczaj piastuję optymistyczne założenia, często aż „na wymiar” w stosunku do możliwości. Cóż, taki typ.
Teraz bardzo potrzebuję tych małych sukcesów w moim prywatnym życiu – to one dominują i podtrzymują na duchu, kiedy tracisz wiarę w najmniej odpowiednim momencie, czy patrzysz jak największe marzenia oddalają się w pośpiechu, choć zakładałeś zupełnie inny scenariusz. Wtedy ta walka z własnymi słabościami jest nieoceniona – ratuje całą sytuację. Dlatego z głowy wciąż nie wyzbywam się wiatru, który doprowadził mnie w miejsce, w którym jestem. Za ten wiatr jestem sobie wdzięczna, bo to dzięki niemu osiągnęłam tak wiele swoich celów. I wciąż mam głęboką nadzieję, że osiągnę te kolejne…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *