króliczek

Doszłam do takiego miejsca, kiedy od cieszenia się z rzeczy, które powinny taką reakcję wywoływać, mnie do oczu napływają łzy, wnętrze wypełnia pewien rodzaj 'przerażenia’ i znów wizja czegoś, o czym pragnę odpływa w dal, tracę ją z oczu coraz bardziej… Chciałabym wyjść z tego impasu. Znów poczuć smak radości z życia, z tego co robię, co mam. Chciałabym, aby sprawy osobiste przestały przysłaniać mi wizję pozostałych obszarów, które przecież także mają znaczenie. Chciałabym uciec z wiru narzucanych sobie obowiązków, braku odpoczynku, chorej dyscypliny, brania na ramiona tego, czego realnie nie mam już siły unosić, ale co biorę by zagłuszać jakąś pustkę. Chciałabym w takich zachodach słońca widzieć znów magię, czuć iskrę w oku, wdzięczność i spokój. Chciałabym tego wszystkiego. Ale w tym momencie nie potrafię. Gonię jakiegoś niesprecyzowanego króliczka. Wciąż gonię. I wciąż przegrywam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *