Lights out

W zasadzie dopiero teraz, w piątek wieczorem, w czerwcowy, lecz nie do końca za ciepły dzień, uświadomiłam sobie, że doczekałam się wreszcie tej chwili w tym roku. Szalonym, przepracowanym, pędzącym roku… Wreszcie jest ten czas. Wreszcie ta ekscytacja – choć tyle tematów jeszcze do domknięcia, a oczy kleją się same, pomimo że godzina całkiem młoda. Wreszcie chwila „bez zasięgu”, bez maila, bez zarwanych nocy. Podziwiam w tej sytuacji jedno. Że od początku 2023 udało mi się zajechać aż do czerwca – baterie wytrzymały. Przetrwałam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *