Kiedy Tom Shelby wybrzmiewa niskim głosem w moim mieszkaniu, stara, robotnicza Anglia ożywa w czterech ścianach. Wraz z nią jakiś nostalgiczny wydźwięk tych ciemnych czasów, które momentami przywołują na myśl ponure ulice polskich miast w wieczory październikowo-listopadowe.
Wczuwam się w klimat. Przyda się już na koniec września – jedyny jak na razie widoczny na horyzoncie punkcik na skomplikowanej mapie mojego szczęścia.