long time…

Bo Sycylia, bo Stany i inne takie takie. Czerwiec – mój ulubiony – minął w mgnieniu oka. Podobnie jak wszystko mija w ostatnim czasie… Dzień za dniem. I dziś akurat mnie to w jakiś sposób smuci – choć powodów do smutku nie mam zbyt wielu. Skąd ten nastrój? Nie wiem, może z tego deszczu w tropikalnej Pensylwanii, który jak już pada to sprawia, że jest tu jeden, wielki Bangkok.

A po ostatnich wydarzeniach w polskiej muzyce mam jakąś ochotę na to.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *