luźno

Dzisiaj wydarzyło się coś wyjątkowego, coś na co chyba już spory kawał czasu czekałam. Przyszło do mnie uczucie, którego od dawna mi brakowało… To, które mówi o zadowoleniu. To, które świadczy o spełnieniu. Wreszcie to, które przemawia, że w sumie to życie jest całkiem fajne i nowy etap rozpoczął się już na dobre. Coś się we mnie jednocześnie rozluźniło – jakby to całe napięcie zelżało, to coś co mnie dręczyło od końcówki 2019 roku – chyba wreszcie odeszło.
Jest lato, są owoce, piękne niebo, gołe nogi, przejażdżki rowerem, słońce na skórze, śniadanie na balkonie, powroty z środku nocy z nowym kwiatkiem pod pachą. Czy potrzeba coś więcej?
Zaczęłam doceniać mocniej te dni, kiedy nie wyjmuje telefonu, bo najbardziej mnie wciąga 'tu i teraz’ i na tym koncentruje całą uwagę. I to chyba też oznaka, że uważność stała się wyższym priorytetem niż bogata galeria zdjęć i filmów w telefonie czy nowe posty w social mediach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *