Powoli czuję, że motorek w tyłku wyczerpuje swą baterię. W głowie i gdzieś tam wewnątrz kiełkuje już to nowe, mając jednak świadomość ilości pracy, jaka jest do wykonania – to lekko przeraża, a może i przytłacza. Ale z drugiej strony niezwykle się cieszę z tego, co mnie czeka za 2 dni. Perspektywa, że raz w życiu nie muszę przechodzić całej szaleńczej gonitwy, przygotowywać się mentalnie na pozornie fajne, ale dla mnie osobiście trudne chwile, daje mi jakiś wewnętrzny spokój, czysty umysł i zwyczajnie w świecie przynosi radość oraz zadowolenie. Mood taki, jak na tym obrazku – czas na to, by uruchomić pokłady energii ukryte w podświadomości.
