Maybe we’re best on our own. Alone

Przez mą senną głowę przechadzają się ostatnimi czasy wszyscy ci, których już „nie ma”. Wszyscy ci o szczególnym znaczeniu. Ci, których szczęście nie było mi obojętne, a serce bliskie. Najbliższe.

I paradoksalnie na koniec jestem tu tylko ja. I co drugi dzień zmienia się mój nastrój z tym związany. Zadowala mnie, że się zmieniłam i stałam się odpowiedzialna za siebie i swoje życie w 100%. Z drugiej strony nie mam o kim nawet pomyśleć w ten jedyny, unikatowy sposób. Albo podzielić trudy życia… Albo jego radość.

Tymczasem marcowy, prawie wiosenny wieczór spędzę otulona kocem z kubkiem gorącej herbaty – ostatnie chłody dają mocno w kość.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *