me myself and I

Ten weekend uświadomił mi, że często nie potrzebuję „fajerwerków” na miarę podróży na inny kontynent, by poczuć głębokie zadowolenie. Wystarczyły aktywne dni i wyciśnięcie z nich na maxa tego, co się akurat dało. Kilka momentów, gdy opuściłam strefę komfortu. Nowe doświadczenia i umiejętności. Miłe uczucie w głowie, że znów sobie poradziłam. A taka kiedyś byłam nieporadna…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *