Czuję jak mnie dojeżdża dorosłość. Obowiązki. Zaległości. Ale prawdziwa nauka jest taka, że w tym modelu, tym systemie nie ma miejsca na odkładanie rzeczy. Jest miejsce na działanie. Bo w innym wypadku robi się powoli górka, potem góra „to-do”, a potem to już jest za późno – i organizm „zajechany” tym stanem działania na ostatnią chwilę, w pośpiechu, w dużym skupieniu i pewnie niemałym stresie, po prostu się w pewnym momencie resetuje, a ja ląduje z 40-stopniową gorączką z łóżku. Pozdrawiam Zanzibar. Nie pozdrawiam prokrastynacji.
A może to nie jest prokrastynacja. Może zwyczajnie już mam dość i ten chaos na dobrą sprawę jest nie do ogarnięcia, bo ten chaos to tak naprawdę po prostu… za dużo na siebie bierzesz kobieto.
no safety net.