Z każdym dniem ziemskiego żywota mam taką nadzieję, że najdzie mnie pewnego rodzaju oświecenie, że pojmę czym jest spokój, a spokój da mi szczęście. Tymczasem ten moment się nie pojawia, ja sama zaś mam wrażenie bycia coraz bardziej pogubioną w świecie, którego nie sposób jestem sobie samej wyjaśnić. Poświęcanie siebie, swojego zdrowia, czasu wolnego, czasu z bliskimi na poczet czyjegoś konta bankowego, którego licznik wzrasta, jest dla mnie realnie czymś nieakceptowalnym. Czasami czuję, że o wiele bardziej szczęśliwa byłam w latach, gdy nie zarabiałam zbyt dużo, ale przynajmniej w głowie nie rozgaszczał się codziennie szalony kołowrotek myśli, nie dominowały wokół wyścigi kto szybciej nakręci swoje korpo-kółeczko, ani kto zrobi lepszą auto-reklamę w internecie. Świat zwariował. A ja po prostu nie chcę zwariować razem z nim.
Tymczasem ten surrealistyczny kawałek świata prosto z Omanu – niech śni mi się kolejnej krótkiej nocy…