
To tylko październikowa noc, która ukradkiem zabiera mnie w jakąś daleką, nostalgiczną podróż.
Odkąd musiałam nauczyć się polegać w pełni na sobie odsunęłam tę nostalgię bardzo daleko od siebie. Jak najdalej. Aby nie rozstrajała mnie emocjonalnie, szczególnie w błahych sytuacjach. I ostatnio mam tendencję brnąć do przodu, bez oglądania wstecz – zostawiając wszystkie braki, wszystkie sentymenty, nieudane znajomości, albo te udane ale które nie przetrwały, albo takie, co straciły na wartości.
A dziś wróciły pewne wspomnienia, ale te o charakterze muzycznym. Takie, które w miły sposób przypominają o starych czasach, bez niepotrzebnych rozczuleń.
Jeeeej, jakie to jest piękneeee