Zaczynam chyba powoli się przyzwyczajać do dni takich jak ten. W trakcie, których coś robię tylko i wyłącznie dla siebie. W trakcie których prawie nie mówię. Do planów, w których widzę jedynie jedną osobę – jestem nią ja. Do podróży, które nigdy się nie wydarzą, bo nie mam tyle środków i odwagi, by w nie ruszyć. Do miejsc, o których marzę, a do których pewnie nigdy nie dotrę. Do celów, których nie osiągnę. Do nocy, w trakcie których nie mogę usnąć. Do miejsca, w którym przebywam nie z własnej woli. Trudne są te wnioski, ale może to jedna z tych smutnych stron życia.