Tworzenie tego całego zaplecza podróżniczego to ogromna frajda i spełnienie, ale dziś coś zdecydowanie we mnie pękło. Brak tych doznań na żywo, którymi karmię mojego 'wędrowca’, a które jednocześnie tak skutecznie resetują mnie i moje wiecznie zajęte czymś myśli, coraz bardziej deprawuje cierpliwość. Może tego kopnięcia potrzebowałam, aby zacząć konkretnie działać.
Chyba uświadomiłam sobie, że ten rodzaj podróży jest mi najbliższy. Choć bywa trudno, zimno, czy wręcz za gorąco lub ciasno w samochodzie – frajda po tym wszystkim i wspomnienia mają największą wagę. Totalnie nie rozumiem idei posiadania dóbr materialnych oraz tego, że bardziej niż widok lodowca czy tęczowych gór może być fascynujący nowy kwiatek w domowej kolekcji. Totalnie też nie czuję się w żaden sposób „uboższa”, wybierając takie a nie inne myślenie.
Dzisiejszy cytat z sieci to idealny obrazek:
Jestem z tych ludzi, którzy stale muszą coś tworzyć. Myślę, że inaczej nie pomieściłabym tego całego burdelu emocji w swojej głowie. Albo obumarłoby mi serce od nadmiaru uczuć, które chłonę jak gąbka.
Amen.
A teraz Islandia:










